|
Menu
Artykuły (277)
|
|
|
 Dysplazja stawów biodrowych to najczęściej występująca wada wrodzona. Cierpi na nią 10 proc. noworodków. Wcześnie zdiagnozowana i odpowiednio leczona - szybko znika - zaniedbana może prowadzić do kalectwa. |
W zdrowym stawie biodrowym główka kości udowej powinna idealnie pasować do zagłębienia w miednicy zwanego panewką. Jednak stawy biodrowe maluszka, choć wykształcają się w życiu łonowym, dojrzewają dopiero po urodzeniu. W chwili narodzin właściwie każde maleństwo ma niewielką dysplazję, tzw. fizjologiczną. Ale u 10 proc. dzieci zmiany przybierają postać niepokojącą, zwaną dysplazją patologiczną. Może ona mieć różne nasilenie. Lekarze określają ją w skali od I do IV. Jedynka to bioderka prawidłowe, dwójka jest dobra do trzeciego miesiąca życia i tylko wtedy, gdy lekarz dodatkowo oznaczy ją a lub b. Typ IIc oznacza, że istnieje zagrożenie przemieszczenia stawu, III to podwichnięcie, a IV - zwichnięcie.
Skąd się bierze?
Dysplazja występuje sześć razy częściej u dziewczynek niż u chłopców. Winne są hormony. Pod koniec ciąży w organizmie matki pojawia się hormon relaksyna, który rozluźnia przed porodem stawy miednicy. Hormon docierają przez łożysko do dziecka, również powodując rozluźnienie więzadeł stawowych, co może spowodować dysplazję. U dziewczynek relaksyna działa mocniej, bo nawet takie małe kobietki wydzielają własne żeńskie hormony, które potęgują działanie hormonów matki. Kolejny powód to „ciasnota”. Z każdym miesiącem ciąży nienarodzone dziecko ma coraz mniej miejsca w macicy, musi coraz mocniej podkurczać nóżki, przy czym główka kości udowej może wysuwać się ze stawu. Dlatego na dysplazję bardziej narażone są dzieci z ciąż mnogich – każde z nich ma mniej miejsca. Poza tym dysplazja może być dziedziczna: częściej stwierdza się ją u maluchów, których rodzice lub rodzeństwo też urodziło się z tą wadą. Do przemieszczenia w stawie biodrowym może dojść w trakcie porodu. Szczególnie u dzieci, które były ułożone pośladkowo. Niestety, przyczyną może być też zła opieka tuż po przyjściu na świat. Po porodzie dziecko ma fizjologiczny przykurcz nóżek. Nie należy ich prostować, nawet w celu zmierzenia długości noworodka. Bardzo łatwo jest wówczas wywichnąć kość udową ze stawu. Maleńkiego dziecka nie wolno też zawijać w becik - a la „mumia" - z wyprostowanymi nóżkami.
Bioderka pod kontrolą.
Już przy pierwszym badaniu noworodka lekarz neonatolog z pewnością skontroluje stan bioderek naszej pociechy. Sprawdzi, czy obie nóżki można bez oporu, symetrycznie odgiąć na boki, zobaczy, czy fałdki znajdujące się pod pośladkami są jednakowe. Niepokojące może być także przesunięcie szpary sromowej u dziewczynek. Jednak najpewniejszym sposobem skontrolowania stawów biodrowych jest USG. W wielu polskich szpitalach prowadzi się takie badania przesiewowe u wszystkich noworodków – warto się tym zainteresować wybierając oddział położniczy. Jeśli w szpitalu nie zrobiono USG, to koniecznie musimy malucha zanieść do ortopedy przed ukończeniem pierwszego miesiąca życia. Specjalista, nawet gdy nie stwierdzi żadnych nieprawidłowości, powinien nam wyznaczyć termin wizyty kontrolnej. Czasami konieczne jest też badanie RTG. Ale wykonuje je się tylko w szczególnych przypadkach, zawsze po ukończeniu 3 miesiąca życia.
Jak zapobiegać?
Kontrola jest konieczna, gdyż nawet nieźle rokujące bioderka wskutek nieodpowiedniej opieki mogą się „wypaczyć”. Dlatego przez pierwszych sześć tygodni życia powinniśmy dziecko „pieluchować”, tzn. zakładać dwie szeroko złożone pieluchy tetrowe lub flanelowe które stabilizują nóżki w tzw. pozycji odwiedzenia. Maleństwo powinno być jak najczęściej układane na brzuszku w tzw. pozycji „na żabkę”. Sprzyja ona rozwojowi stawów biodrowych. Przy przewijaniu należy podnosić na dłoni pupę dziecka, nigdy nie wolno ciągnąć go do góry za nóżki. Nosząc maluszka na rękach należy pilnować, by jego nóżki były zawsze w rozkroku. Najlepiej by dziecko było oparte o biodro lub brzuch, buzią w naszym kierunku. Śpioszki powinny być luźne, gdyż nic tak dobrze nie robi na rozwój zdrowych stawów, jak „wierzganie”. Uwaga: nie powinniśmy zbyt wcześnie uczyć naszej pociechy siadania i chodzenia. Dysplazja, nawet dawno wyleczona, może wtedy powrócić.
[i]Dysplazja wykryta w pierwszych tygodniach życia prawdopodobnie da się szybko wyleczyć. Później – jak twierdzą lekarze – czas leczenia jest dwukrotnie dłuższy niż wiek dziecka. Co oznacza, że wada wykryta u półrocznego bobasa będzie wymagała rocznej, uciążliwej rehabilitacji.[/i]
Jak leczyć?
W przypadku niewielkich zmian lekarz zaleci wspomniane już „pieluchowanie”. Jeśli jednak nieprawidłowości są poważniejsze, stosuje się aparaty korekcyjne: rozwórkę Koszli, poduszkę Freiki, majtki Mittermayera-Grassa czy specjalne szelki Pavlika. Lekarz będzie wiedział najlepiej, który z nich jest najodpowiedniejszy dla naszego malucha. Wszystkie działają na podobnej zasadzie: zmuszają dziecko do przyjęcia pozycji „żabki”.
Wyniki leczenia zależą przede wszystkim od konsekwencji rodziców. Zazwyczaj dzieci bardzo protestują przeciwko noszeniu przyrządów: jeżeli ze źle pojętego współczucia albo dla świętego spokoju będziemy je zdejmować, rehabilitacja się wydłuży. Jeśli ortopeda nie zaleci inaczej, to przyrządy należy ściągać tylko do kąpieli. Trzeba za to pamiętać, by skórę maluszka - w miejscach zetknięcia z aparatem - kilka razy dziennie smarować kremem. Dzieci u których wykryto dysplazję po ukończeniu pół roku najczęściej leczone są w szpitalu. Często konieczna jest operacja. W skrajnych przypadkach - wszczepienie protezy stawu biodrowego.
Luiza Łuniewska
|
Opublikowano : 2005-02-09 (33647 odsłon) |
Komentarze :
|
|
|
|
Linkuj do nas. Jeżeli uważasz że warto nas wspierać wklej poniższy kod na swojej stronie www : |
|
|
Wyszukiwanie
Sklep Urwis.pl poleca
Bazy Teleadresowe
Pomóż
|